11-28-2016, 07:58 AM
"Czym jest mnf" Rozdział 2:
Wszyscy, którzy spali u Maloda obudzili się. Problem polegał na tym, że nie był to jego dom a jakaś wielka równina. Wszyscy zbiegli się w jedno miejsce.
B: Co tu się dzieje? Gdzie my jesteśmy?
C: Nie wiem. Nie kojarzę tego miejsca.
Nie było czasu na rozmowę bo w ich stronę biegły właśnie jakieś dziwne potwory. Były one zielone i garbate. Miały wielkie, rybie oczy i uzębione paszcze. W rękach trzymali jakieś grube miecze. Cała ekipa już chciała uciekać ale owe monstra przez nich przeniknęły.
D: okej, to było dziwne...
Wszyscy spojrzeli gdzie owe monstra biegną. Zobaczyli w oddali Armię ludzi i elfów a na jej czele był Malod w jakimś dziwnym stroju szlachty średniej z XVII w. i siedzący na jakimś wielkim jasnym ptaku. Obie armie starły się i rozpoczęła się regularna bitwa. Widać było, że armia ludzi i elfów miała przewagę taktyczną. Różnego rodzaju falangi, żółwie i inne skuteczne szyki formowały się błyskawicznie. Dodatkowo elficcy magowie świetnie radzili sobie z wzmacnianiem żołnierzy oraz odparowywaniem fal potworów. Niestety przewaga taktyczna była jedyną mocną stroną armii ludzi i elfów. Potworów było chyba 15 razy więcej, były też zdecydowanie silniejsze i bardziej zawzięte to też wszelkie formacje były błyskawicznie przełamywane. Nawet jeśli jakiś żółw czy falanga odparły pierwszą falę ataku, monstra zaraz wysyłały tam kolejną znacznie silniejszą falę. Zdawało się, że tylko Malod był w stanie wytrzymać napór rybookich brzydali.
Koniec końców cała armia ludzi i elfów została otoczona. Wyraźnie było widać, że to koniec. Wszyscy byli gotowi na koniec. Monstra rzuciły się na armię a ekipa patrząca ze wzgórza mogła się tylko przygotować na rzeź.
Ale rzezi nie było. Nagle wszystko znikło. Wszyscy stali teraz w ogrodzie w domu Maloda, który trzymał w ręku książkę, którą Daria i Monisia otworzyły. Malod wyglądał na złego a za nim stał ten wielki ptak.
M: Niektórych sekretów, lepiej nie odkrywać...
Wszyscy, którzy spali u Maloda obudzili się. Problem polegał na tym, że nie był to jego dom a jakaś wielka równina. Wszyscy zbiegli się w jedno miejsce.
B: Co tu się dzieje? Gdzie my jesteśmy?
C: Nie wiem. Nie kojarzę tego miejsca.
Nie było czasu na rozmowę bo w ich stronę biegły właśnie jakieś dziwne potwory. Były one zielone i garbate. Miały wielkie, rybie oczy i uzębione paszcze. W rękach trzymali jakieś grube miecze. Cała ekipa już chciała uciekać ale owe monstra przez nich przeniknęły.
D: okej, to było dziwne...
Wszyscy spojrzeli gdzie owe monstra biegną. Zobaczyli w oddali Armię ludzi i elfów a na jej czele był Malod w jakimś dziwnym stroju szlachty średniej z XVII w. i siedzący na jakimś wielkim jasnym ptaku. Obie armie starły się i rozpoczęła się regularna bitwa. Widać było, że armia ludzi i elfów miała przewagę taktyczną. Różnego rodzaju falangi, żółwie i inne skuteczne szyki formowały się błyskawicznie. Dodatkowo elficcy magowie świetnie radzili sobie z wzmacnianiem żołnierzy oraz odparowywaniem fal potworów. Niestety przewaga taktyczna była jedyną mocną stroną armii ludzi i elfów. Potworów było chyba 15 razy więcej, były też zdecydowanie silniejsze i bardziej zawzięte to też wszelkie formacje były błyskawicznie przełamywane. Nawet jeśli jakiś żółw czy falanga odparły pierwszą falę ataku, monstra zaraz wysyłały tam kolejną znacznie silniejszą falę. Zdawało się, że tylko Malod był w stanie wytrzymać napór rybookich brzydali.
Koniec końców cała armia ludzi i elfów została otoczona. Wyraźnie było widać, że to koniec. Wszyscy byli gotowi na koniec. Monstra rzuciły się na armię a ekipa patrząca ze wzgórza mogła się tylko przygotować na rzeź.
Ale rzezi nie było. Nagle wszystko znikło. Wszyscy stali teraz w ogrodzie w domu Maloda, który trzymał w ręku książkę, którą Daria i Monisia otworzyły. Malod wyglądał na złego a za nim stał ten wielki ptak.
M: Niektórych sekretów, lepiej nie odkrywać...